Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nasz domek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nasz domek. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 stycznia 2012

Panta rhei

Wszystko co dobre szybko się kończy, wszystko przemija, nic nie jest stale. Tak tez minęły święta i cały ich urok. A były to z pewnością jedne z piękniejszych chwil. Święta spędziliśmy tradycyjnie w gronie rodzinnym. Uwielbiam  atmosferę świąteczną, a przede wszystkim ten brak pospiechu. To korzystny czas na chwile zadumy, refleksji i wytchnienia. Okres pełen ciekawych spotkań i doznań. Takie tez były moje święta i końcówka roku 2011.
Zaraz po świętach ruszyliśmy na Mazury, do naszego ukochanego "Lipowego Siedliska" by w gronie przyjaciół odpocząć i wspólnie powitać nadchodzący Nowy Rok. Choć spędziliśmy tam zaledwie kilka dni to działo się wiele. Ach uśmiech pojawia się na twarzy gdy wracam wspomnieniami do tamtych jakże ulotnych momentów. Tam jakoś potrafię żyć i cieszyć się każdą nawet banalna chwila...Kocham tamtejsze poranki, nawet te z  bólem głowy po długiej, nieprzespanej nocy, bo owych nie brakuje, zapach parzonej  kawy unoszący się po naszej prostej ale jakże przytulnej kuchni, w tle grająca Troje, którą właśnie tam dla siebie odnalazłam i pokochałam. Uwielbiam popołudniowe spacery, wspólnie przygotowane i spożywane posiłki, które smakują jakby lepiej, intensywniej, i te niekończące się wieczory, bogate w zabawne, często do niczego zmierzające rozmowy i zwierzenia, dyskusje na temat sensu i bólu istnienia, nieuśpionego buntu, który tkwi w każdym z nas, śmieszne ale jakże rozkoszne opowieści o Panie Tadeuszu,  o wielkiej, niespełnionej, romantycznej miłości, o tym co przeżyte, doświadczone i nadal niezapomniane.Tegoroczny sylwester to istne szaleństwo, biorąc pod uwagę fakt w jakich warunkach się odbył. Ale to nieistotne, najważniejsze, ze była dobra zabawa w gronie ludzi których lubię, którzy są mi bliscy. A teraz przetrwać byle do wiosny:)




Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego w tym jakże  negatywnie opisywanym w mediach roku 2012. Ja jednak wierze ze ten rok, to czas pełen gwałtownych zmian, przyspieszeń i niespodzianek. 

sobota, 13 sierpnia 2011

Witam po dluzszej przerwie

Zupełnie nie wiem od czego zacząć. Opuściłam się bardzo w prowadzeniu bloga. Jakoś tak wyszło. Wiosna brakowało mi czasu, a wczesnym latem spakowałam walizki i udałam się na długie wakacje do naszego Lipowego Siedliska. Spróbuję jednak nadrobić zaległości, by ponownie tu zawitać.

Zacznę wiec od pobytu w naszym Lipowie. To były naprawdę udane wakacje, zdecydowanie jedne z najlepszych. Choć pogoda nie zawsze dopisywała, zwłaszcza lipiec pozostawiał wiele do życzenia to i tak bawiłam się świetnie. Najpiękniejsze było chyba to, ze ciągle otaczali mnie przyjaźni i życzliwi ludzie, rodzina, przyjaciele. Będąc na Mazurach zapominam, co to samotność i szara, zwykła codzienność. Dookoła mnie dziewicza natura i spokój. Czego chcieć więcej. 
W tym roku wiosna sprawiła nam cudowna niespodziankę. Sąsiadująca przy naszej działce łąka, zamieniła się w rozkoszne ROZLEWISKO. Widok cudowny. Niestety bajka ta nie trwała zbyt długo. Ku naszemu rozczarowaniu  cieszące oko rozlewisko zostało pod koniec lipca brutalnie wypompowane. Najbardziej zal było mi ptactwa, które się tam zadomowiło i poczęło młode. Niestety tak to bywa, gdy we wsi znajdzie się ktoś, kto nie potrafi zaakceptować zmian. W sumie jeziorko nie powinno nikomu przeszkadzać, bo było  ozdoba wioski, przyciągało wielu turystów i miłośników przyrody. Jednak co niektórzy mieszkańcy wioski twierdzili ze jeziorko powoduje u nich reumatyzm i inne tego typu schorzenia. Jeden z sąsiadów twierdził na przykład, ze woda zalewa jego piwnice, która od paru już lat nie istnieje bo została przez niego osobiście zasypana Tego typu historie i wypowiedzi spowodowały ze w przeciągu 3 dni rozlewisko zamieniło się w bagno, a osiedlone tam ptactwo z młodymi  zmuszone było opuścić swe gniazda w poszukiwaniu nowej ostoi. Uważam ze decyzja gminy była nie przemyślana i zbyt pochopna. Bazowała na idiotycznych roszczeniach mieszkańców, którzy z nie wytłumaczalnych dla mnie względów zniszczyli jezioro, które było naprawdę urocze. Nam pozostały tylko zdjęcia, które w pełni oddają jego piękno i urok.





Mimo, iz na Mazurach spędziłam prawie dwa miesiące zabrakło mi czasu i po części chęci na dokonanie zaplanowanych projektów. Udało mi się oszlifować tylko kawałek starego kredensu. Mój zapal do szlifowania został szybko ostudzony ostrym zapaleniem gardła, którego nabawiłam się z własnej głupoty przy wykonywaniu tej czynności. Kobitki, pamiętajcie do szlifowania starych powierzchni niezbędna jest maska ochronna  i szczelnie domknięty woreczek od szlifierki!!!!!!. Inaczej skutki są nieprzyjemne. Na razie w pokoju stoi tylko dolna cześć kredensu, góra musi poczekać do wiosny. Po wielu naradach z przyjaciółmi pozostawiłam ja w surowym stanie. Musze jednak przyznać, ze nadal kusi mnie biel. Taki był tez jej kolor przed walka ze szlifierka. Musiałam ja jednak przeszlifować bo nie wyglądała korzystnie na skutek licznych zacieków i odpryśnięć farb. Nie wiem czy gore uda mi się tak dobrze doczyścić bo ma wiele zdobień i rzeźbionych elementów. A oto parę fotek:












W tym roku udało mi się po raz pierwszy zebrać kwiaty lipy. O ich zdrowotnym działaniu dowiedziałam się zupełnie niedawno, czytając wasze blogi. Tego roku kwiatów było bardzo dużo. Cześć zebranej lipy ususzyłam, bo świetnie nadaje się na herbatkę, a z reszty zrobiłam pyszna nalewkę.

 Internet


 Internet

Podsumowując  był to cudowny czas. Bogaty w liczne zwariowane spotkania, często trwające do białego rana śpiewy i tance przy ognisku, liczne głupawki i inne tego tego typu wariacje. Najbardziej cenie sobie tamtejsza wolność. Pale ognisko, kiedy chce, nie muszę pytać nikogo o zgodę. Sąsiedzi maja dla naszych wygłupów ogromna wyrozumiałość i myślę ze nas lubią. Często słyszę, "gdy przyjeżdżacie we wsi robi się weselej i gwarniej". Tutejsza młodzież  zagląda do nas często, by przy ognisku razem pogadać czy coś pośpiewać. Oni uczą się od nas, a my od nich i to mi się podoba.


Czasem znajomi z nuta ironii w glosie pytają "opłacało się wam dom na końcu świata kupić, co z tego macie?????" . Myśląc ich kategoriami  to w sumie nic. Od paru lat nigdzie w świat nie jeździmy, każdy grosz i czas inwestujemy w nasze siedlisko, a ogromu pracy nie ubywa. Jednak nie żałuje, bo po pierwsze myśląc  kategoriami czysto materialnymi  ziemia na wartości nigdy tak szybko nie traci, zainwestowałam pieniądze, które mogłam w sumie bezmyślnie wydać. Po drugie spełniam swoje marzenie, zapuszczam powoli korzenie w jednym z najcudowniejszych zakątków ziemi, buduje ostoje, która być może już w krotce stanie  się schronieniem na stale.
Pozdrawiam i życzę miłego weekendu!!!!!

wtorek, 1 lutego 2011

Kilka fotek z "Lipowego Siedliska"

Podczas naszego zimowego pobytu na Mazurach tak wiele chciałam w Naszym Lipowym Siedlisku zrobić, niestety plany nie powiodły się. Do pracy "twórczej" brakowało mi nie tylko przestrzeni,  (czyli mojego ala warsztatu, z którego nie mogłam korzystać bo nie ma w nim ogrzewania ) ale przede wszystkim chęci i energii. Prawie wszystkie moje wytworki szczęśliwie dojechały na miejsce ale niestety na tym koniec. Stoją albo leżą byle gdzie w kacie i muszą czekać do wiosny albo lata. Zrobiłam parę fotek, w sumie żadna rewelacja mimo wszystko pokaże niektóre z nich. 

Kuchnia wieczorna pora
















Pokoik 1, nad dekoracjami muszę oczywiście popracować




Prace tapicerskie, tylko jak to często bywa, zdjęć końcowych brak:) Leżankę została obita białym materiałem i muszę przyznać prezentuje się o wiele lepiej. 
 





Moj mały pomocnik w akcji:





Na koniec dwa Aniołki, ktore zrobiłam przed świętami.

Aniołek 1.



Aniołek 2




Pozdrawiam i do usłyszenia:)




niedziela, 30 stycznia 2011

Po długiej przerwie

Witam wszystkich po długiej przerwie i korzystając z okazji życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

Juz miesiąc prawie minął od naszego pobytu na Mazurach. Jak ten czas szybko płynie....Pozostały zdjęcia,  na których uwiecznione zostały tamte niezapomniane, z niecierpliwością oczekiwane chwile.
Sylwester bardzo udany, zabawa do białego rana. Choć nasze Lipowo liczy zaledwie około 100 mieszkańców w zabawie sylwestrowej uczestniczyło ponad 60 osób. Ach działo się działo!!!!!Najpierw strojenie sali, robienie ozdób, przeistaczanie zwykłej wiejskiej świetlicy w sale balowa. Wszystko odbywało się z takim zaangażowaniem mieszkańców, ze aż milo było w przygotowaniach tych uczestniczyć. Najbardziej imponujący jest fakt, ze "młodzi" potrafią bawić się ze "starymi". Dwa  pokolenia razem witają Nowy Rok i nikogo to nie dziwi. Mnie jednak tak, bo w dzisiejszych czasach mało która młodzież chce spędzać Sylwester czy inne tego typu imprezy ze swoimi rodzicami czy o wiele starszymi od siebie osobami. Tu w Lipowie to norma i nikt się nad tym zbyt głęboko nie zastanawia. Bardzo podoba mi się również, w jaki prosty, bezinteresowny sposób miejscowa ludność potrafi się zorganizować i coś wspólnie zrobić. Dla mnie mieszczucha to coś zupełnie nowego jak dotąd rzadko spotykanego.
Ogólnie pobyt w naszym Lipowym Siedlisku, mimo prawie tygodniowego odcięcia świata  był bardzo udany. Takiej masy śniegu na Mazurach jeszcze nie przeżyłam. Nasze podwórko pokryte było prawie metrowa warstwa śniegu. Wykopane przez nas ścieżki przypominały tunele.

Nasz malutki domek. Ciasny ale własny. Poki co trochę goły bo brak mu kolorowego odzienia i oczywiście okiennic ale i to marzenie wierze, ze się spełni.



 
Ptaszki, ulubieńce mojego P.:






Ala walczy z masa śniegu i jak widać sprawia jej to przyjemność





 Na spacerku


















Wieczorna pora:





Na dziś to już wszystko. Wszystkim życzę miłego wieczoru.